Home Page Slider

  • sp42zaprasza
  • szczegolysp42
  • 4
  • 5
  • 7

Patron szkoły

sopocko1Znamy ks. M. Sopoćkę jako gorliwego Apostoła Bożego Miłosierdzia, spowiednika św. Faustyny, założyciela Zgromadzenia Sióstr Jezusa Miłosiernego. Jednak rzadziej postrzega się go jako wspaniałego wychowawcę, człowieka kochającego młodzież i czuwającego jak ojciec nad dorastającym pokoleniem. Na swoim odcinku pracy odznaczał się głębokim patriotyzmem. Był to człowiek rozkochany w literaturze polskiej - " Szczególnie zachwycałem się literaturą piękną, oddając pierwszeństwo dziełom Adama Mickiewicza" - wspomina w swoim dzienniku. Chętnie korzystał z zaproszenia na wakacje do majątku Ogińskich, gdzie udzielał korepetycji. Było to dla niego okazją do "zatapiania się" w bibliotece zgromadzonej w majątku. Poznawał nie tylko dzieła, ale ćwiczył także swój język polski. Był to przecież czas zaborów.
Zanim został kapłanem pracował w polskiej szkole parafialnej. " Miła to była praca, pełna wiary i zapału." - wspominał po latach. Choć była miła , nie mógł nazwać jej łatwą. Czas zaborów był dla niego jak i dla wielu Polaków, sprawdzianem z miłości do wszystkiego , co mieściło się w słowie "Polska". Choć władze carskie zadecydowały o zamknięciu szkoły , a sam Sopoćko za pracę w polskiej szkole został osobiście ukarany, nie zrezygnował z pracy z polską młodzieżą. Ryzykował, choć wiedział jakie mogą być tego konsekwencje. Długo nie musiał czekać na doświadczenie: .w 1904 r. (.) złożyłem egzamin do Seminarium Duchownego (.) dowiedziałem się, że Gubernator nie zatwierdził mię na alumna w Seminarium - wspomina - z powodu tego, że byłem nauczycielem w szkole polskiej i za to byłem sądzony.
Ks. Sopoćko był człowiekiem z charakterem. Wiedział, czego chce i nie było łatwo go zniechęcić wobec tego , co uważał za słuszne. Pragnienie kapłaństwa było silniejsze od wszelkich carskich decyzji. Czas oczekiwania na pozwolenie Gubernatora Wileńskiego, by mógł wstąpić do Seminarium Duchownego, wykorzystał pomagając w przygotowaniu innych kandydatów do tego Seminarium. "Czasami urządzaliśmy tam przedstawienia .Pewnego razu przygotowaliśmy trzecią część Dziadów A. Mickiewicza (.)W internacie kładliśmy się spać o godz. 8.00 wieczorem, a wstawaliśmy o godz. 3.00 rano, by od 3.30 do 7.30 przerabiać z wychowankami lekcje, głównie historię Polski i dzieje literatury polskiej." (oczywiście było to robione w konspiracji)- wspominał po latach. Otrzymał pozwolenie na wstąpienie do Seminarium w 1910 roku.
15. 06. 1914r. przyjął święcenia kapłańskie. Swoją pracę duszpasterską rozpoczął jako wikary w Taboryszkach. Już od pierwszych dni ujawnił się jego talent do zjednywania sobie młodzieży, która jak wynika z jego wspomnień, darzyła go zaufaniem. Bardzo wiele czasu poświęca katechizacji dzieci ( w tamtych czasach katechizacja dzieci nie była tak powszechnie praktykowana jak dziś). "Zebrało się około 500 dzieci w wieku od 7 do 16 lat - wspomina ks. Michał Sopoćko- Uczyłem je w kościele i na cmentarzu przez cztery godziny dziennie. Często wyjeżdżałem do chorych i wówczas dzieliłem dzieci na grupy , powierzając każdą opiece lepiej umiejących ."
Sługa Boży ks. Michał Sopoćko, który po latach zdefiniuje miłosierdzie jako "zaradzanie nędzy ludzkiej", od pierwszych dni kapłaństwa wychodził z miłosierdziem wobec wszelkich potrzeb swojego otoczenia. Wśród odbiorców jego pomocy zawsze na pierwszym miejscu były dzieci. Dbał nie tylko o ich rozwój duchowy, ale także intelektualny, niejednokrotnie narażając swoje bezpieczeństwo, a nawet życie. Już jesienią 1914 roku, mimo wojny zaczął organizować szkolnictwo polskie w parafii. " Ludność chętnie przysyłała swoje dzieci (.) Zorganizowałem 36 szkół, w których uczyło się około 1000 dzieci" - wspomina w swoim dzienniku. Jednak, gdy pogorszyły się stosunki z Niemcami i zabroniono uczyć w języku polskim, ks. Sopoćko zaprzestał odwiedzać te szkoły, co sprawiło, że nie przychodziły tam także polskie dzieci. Był to akt dezaprobaty wobec okupanta. Opuścił szkołę, ale nie opuścił dzieci. Pozostał w Taboryszkach jak długo to było możliwe.
Wojna, prześladowanie spowodowały jego wyjazd w 1918 roku do Warszawy, gdzie postanowił kształcić się w kierunku pedagogiki. W Warszawie pełnił jednocześnie obowiązki kapelana wojskowego. W pracach naukowych, w licznych publikacjach ujawniał swoją troskę o nowe, dorastające pokolenie. Dotykał problemów społecznych, odbijających się na rodzinie, a więc kolebce kształtowania się dziecka. Jednym z poruszanych przez niego problemów był alkoholizm w odniesieniu do młodzieży szkolnej.
Od 1924 roku powrócił do pracy w Wilnie. Był wykładowcą na Państwowym Wyższym Kursie Nauczycielskim. Wykładał tam psychologię, logikę, dydaktykę, metodykę historii i metodykę religii. Nadto był prefektem w Prywatnym Gimnazjum Koedukacyjnym.
Od 1933 roku rozpoczął pracę w Seminarium Duchownym na stanowisku ojca duchownego. Tu także ujawnił się jego talent wychowawczy.
Tego też roku poznał św. Faustynę, która przyczyniła się do zwrotu w jego życiu. Spojrzał na swoje życie jako na jedno pasmo Bożego Miłosierdzia. To ona , św. Faustyna "pobudziła go do studiowania, badania i częstego myślenia o prawdzie Miłosierdzia Bożego". Dzięki ks. Sopoćce powstał obraz Jezusa Miłosiernego z podpisem "Jezu ufam Tobie". To on znalazł malarza, który pomógł św. Faustynie zrealizować polecenie Pana Jezusa. To ks. Sopoćko drukował pierwsze obrazki Jezusa Miłosiernego, głosił kazania o bożym Miłosierdziu, wlewając w serca ludzi nadzieję.
Lata powojenne spędził w Białymstoku. Przyjechał tu w sierpniu 1947 roku. Pracował w Seminarium Duchownym. Wykładał kilka przedmiotów, ale oprócz tego cenił sobie sport i do tego zachęcał kleryków.
Wiele czasu poświęcał publikacjom dotyczącym kultu Bożego Miłosierdzia, głosił kazania, prowadził rekolekcje, ale także nie opuścił tematyki wychowania i kształtowania dzieci i młodzieży.
Pomimo licznych zajęć zawsze miał czas na pracę duszpasterską. Do dziś żyją wśród nas ludzie, którzy wspominają go jako wspaniałego kapłana, cierpliwego spowiednika, człowieka , któremu mogli opowiedzieć o swoich życiowych problemach wiedząc, że jeśli ks. Michał nie miał na nie recepty , to zawsze podniósł na duchu, obiecał modlitwę. był miłosierny.
Opowiadała pewna kobieta, jak kiedyś poproszono ją o poprowadzenie różańca przy zmarłym. Tłumaczyła, że chętni zrobiłaby to , ale ma problemy z zapamiętaniem kolejności tajemnic , a przeczytać nie może, bo bardzo słabo widzi. Świadkiem tej rozmowy był ks. Michał. Dyskretnie zaproponował, że może pomóc rozwiązać problem. Jak dalej wspomina kobieta, ks. Sopoćko spacerując z nią ulicą Poleską opowiadał jej treść tajemnic, jednocześnie ucząc kolejności odmawiania. Zakończył krótkim stwierdzeniem , że teraz już uczynek miłosierny względem zmarłego będzie możliwy. " Do dziś pamiętam ową lekcję " - wspomina owa kobieta.
Inna osoba opowiadała, że zwierzyła się w czasie spowiedzi ze swojej bardzo trudnej sytuacji materialnej. Potem została jeszcze w kościele by odprawić pokutę, kiedy niespodziewanie podszedł do niej ks. Sopoćko, włożył jej w ręce pieniądze i prosił, by dobrze to wykorzystała.
Od 1957 roku jego praca duszpasterska skupiała się głównie w domu SS. Misjonarek św. Rodziny przy ul. Poleskiej 42 (obecnie jest to dom Zgromadzenia SS. Jezusa Miłosiernego). Dzięki ks. Sopoćce została rozbudowana mała kapliczka i do dziś służy na chwałę Bożą. Trzeba dodać, że on sam starał się o środki na budowę tej kaplicy i z własnych pieniędzy pokrywał wiele kosztów związanych z tą budową.
Do końca swego życia pozostał przyjacielem młodzieży . Zabiegał dla wielu młodych ludzi o możliwość nauki i niejednokrotnie pokrywał koszta z tym związane. Mobilizował do podejmowania trudu, ukazywał wartość edukacji. Zawsze myślał o innych, nigdy o potrzebach własnych.
Zmarł 15. 02. 1975 roku w domu SS. Misjonarek św. Rodziny przy ul. Poleskiej, gdzie spędził ostatnie lata swego życia. Pozostał po nim mały pokój, kilka rzeczy. tak niewiele w wymiarze materialnym i tak wiele w wymiarze duchowym. Kapłan według Serca Pana Jezusa Miłosiernego.
Przed śmiercią prosił, żeby jego rzeczy rozdać ubogim. Jednak gdy umarł nie było co rozdawać. Oddał wszystko sam, gdy żył jeszcze.
Czyż można o nim zapomnieć? Nie, bo on o nas nadał pamięta i nadal z domu Ojca opiekuje się nami. Pewnie jeszcze pamiętamy rok 19889 kiedy niedaleko szkoły, przy ul. Poleskiej, którą wiele razy przemierzał ks. Michał idąc z kapłańską posługą do wiernych, wykoleiło się pięć cystern zawierających 95% chlor. Wagony zsunęły się z wysokiej skarpy. Zawartość tylko jednej z nich niosła ze sobą zagładę wszelkiego życia w promieniu 50 km. Skala zagrożenia była ogromna , a sytuacja niezwykle dramatyczna. Jednak nie było wycieku. Mieszkańcy Białegostoku nazwali to cudem i przypisali swoje ocalenie wstawiennictwu Sługi Bożego ks. Michała Sopoćki. Upamiętnili to miejsce krzyżem z załączoną tablicą. Ks. Sopoćko nie opuścił nas wtedy i nadal nie opuszcza, czego dowodem są świadectwa ludzi zapisane w księdze łask przy jego grobie.
Wybierając Sługę Bożego ks. M. Sopoćkę na patrona naszej szkoły , wierzymy, że będzie on dla młodzieży wzorem do naśladowania w byciu dobrym człowiekiem, wychowankiem. Dla nauczycieli - wzorem pedagoga z powołania.

 

Archiwum aktualności